Czy pilates buduje gęstość kości?
W powszechnej opinii tak nie jest. Większość osób myśli, że tylko typowy trening siłowy może wpływać na budowanie kości. Aby zmierzyć się z tym mitem, najpierw trzeba zadać sobie inne pytanie:
Co wpływa na gęstość kości?
Za gęstość kości odpowiada kilka czynników: w niewielkim stopniu genetyka, a dalej dieta, hormony i obciążenia mechaniczne. Te ostatnie są najważniejsze, szczególnie dla kobiet w okresie, gdy hormony przestają nam pomagać.
Co jest takim obciążeniem? Przede wszystkim ciężar własnego ciała i grawitacja. To trochę zapomniana siła, która działa na wszystkich po równo. Na astronautów w kosmosie nie działa, bo jej tam nie ma. Dlatego ich kości tracą gęstość w tempie, które na Ziemi zajęłoby dekady. Nie dlatego, że nagle się zestarzeli, tylko dlatego, że przestali być obciążani.
Twoje kości działają na tej samej zasadzie, tylko bez kosmicznej dramaturgii i w mniejszej skali: każdego dnia, kiedy chodzisz i używasz ciała w różnorodny sposób. Najlepiej w pionie, dlatego bieganie buduje kości lepiej niż jazda na rowerze. Samo chodzenie też jest treningiem wzmacniającym kości, a skakanie na skakance wręcz cudownym.
„Use it or lose it”
Kości działają trochę jak żywa, wiecznie aktualizująca się aplikacja, która bez przerwy pyta: „hej, jak mnie dzisiaj używasz?”. Na tej podstawie decyduje, czy warto inwestować w większą gęstość, czy raczej zwolnić tempo. Jeśli z wiekiem tracisz gęstość kości, to nie tyle przez metrykę, ile przez to, że ruszasz się mniej i więcej siedzisz, więc „aplikacja” zwalnia. Kości pokazują czarno na białym, jak do tej pory się ruszałaś i jak obciążałaś swoje ciało.
Dobra postawa to połowa sukcesu
Żeby grawitacja mogła zrobić swoją robotę, ciało musi być dobrze poukładane. Co to oznacza?
Wyobraź sobie dwie ściany. W pierwszej każda cegiełka leży równo na kolejnej. W drugiej część cegieł wystaje do przodu, a część do tyłu. Która lepiej zniesie obciążenie z góry? Dokładnie tak samo jest z ludzkim ciałem: głowa, klatka piersiowa, biodra i stopy powinny tworzyć jedną linię. Jeśli tak nie jest, nie tylko kości, które powinny być obciążane, tracą na gęstości, ale dodatkowo przeciążane są inne miejsca.
Kości lubią dźwiganie
Oczywiście, że trening siłowy i podnoszenie ciężarów to wspaniały, dodatkowy bodziec dla kości, POD WARUNKIEM że obciążamy właściwe miejsca. Jeśli większość tygodnia spędzamy siedząc, nasza postawa pozostawia wiele do życzenia. Wpadając dwa razy w tygodniu na siłownię, żeby „powyciskać”, niekoniecznie będziemy kierować obciążenie w dobre miejsca, szczególnie, gdy nie ma obok nikogo, kto koryguje technikę i pozycję ciała.
Pilates robi dwie ważne rzeczy dla naszych kości:
- niezwykle dba o poprawną postawę i o to, by każda cegiełka w ciele leżała równiutko pod następną
- daje ciału obciążenie w postaci sprężyn, a w pilatesie klasycznym sprężyny potrafią być naprawdę mocne.
Obciążanie i „dźwiganie” odbywa się przy tym w różnych konfiguracjach i pozycjach, więc bodźce dla kośćca są bardzo zróżnicowane.
A co, jeśli nie lubię ćwiczyć?
Zawsze będę zachęcać do ćwiczeń, ale przede wszystkim do ruchu. Natura stworzyła nasze ciała tak genialnie, że wbudowana „wewnętrzna aplikacja” każdego dnia dostawała sygnał, że trzeba wzmacniać rusztowanie. Bez żadnych treningów. Tak było, gdy samo codzienne życie było treningiem: chodzenie, noszenie dzbanów i wiader z wodą, kucanie, wstawanie, bieganie po nierównym terenie, praca fizyczna.
Dziś jest to bardzo trudne, choć nie niemożliwe. Ruch stał się decyzją, którą trzeba świadomie podjąć.






